Premiera z beGLOSSY: „Vogue. Za kulisami świata mody”

Premiera z beGLOSSY: „Vogue. Za kulisami świata mody”

Jest tylko jedna Anna Wintour – mówi Kirstie Clements, była redaktor naczelna australijskiego wydania magazynu „Vogue” i autorka książki „Vogue. Za kulisami świata mody”, nie zgadzając się na porównania ze swoją koleżanką po fachu. Przeczytaj wywiad z autorką książki, której patronat medialny objęło beGLOSSY!

Kirstie author pic by Ca#D6

Kirstie Clements

 Ludzie nazywają panią australijską Anną Wintour…

Jest tylko jedna Anna Wintour. Ona jest międzynarodową ikoną, wielką celebrytką. To porównanie jest chybione, bo jedyną rzeczą, która nas łączyła, była stanowisko redaktor naczelnej „Vogue’a”. Ja jestem rozpoznawalna w Australii, ale na tym postawiłabym kropkę.

W książce pisze pani o podtrzymywanym przez media micie, że „naczelna magazynu o modzie musi być uprzywilejowanym, rozpieszczonym ptasim móżdżkiem albo, jak w przypadku na przykład Anny Wintour, diablicą”. Jaką redaktor naczelną pani chciała być?

Zawsze lubiłam pracę redakcyjną, opracowywanie makiety, pisanie tekstów. Kocham też pracę w zespole. Jedyne, do czego nie mogłam się przekonać, to powszechne zainteresowanie, jakim zaczęto mnie obdarzać z racji zajmowanego stanowiska. Bycie manekinem nie jest przyjemne.

Czym różniło się australijskie wydanie „Vogue’a” od innych?

Moim zdaniem było bardziej komercyjne i ściśle związane z naszym rynkiem. Pracowaliśmy, mając większe niż Amerykanie czy Anglicy ograniczenia. Nasz budżet był znacznie mniejszy. Co za tym idzie nie mieliśmy takiego jak oni dostępu do topowych modelek czy fotografów. Nie było wyjścia, musieliśmy nadrabiać pomysłowością.

Czy poszczególne wydania inspirują się nawzajem?

My rzeczywiście sięgaliśmy czasem po materiały przygotowane przez zagraniczne wydania „Vogue’a”.  Założenie było takie, by zagwarantować naszemu wydaniu poziom dorównujący pozostałym. Na łamach „Vogue’a” pojawiały się najlepsze modelki. Prezentowana była najświeższa moda. Nie każdy magazyn stać jednak na sesję z Darią czy Gisele. Nie mając bezpośredniego dostępu do źródeł, decydowaliśmy się zatem na „pożyczki”. Niekiedy bywało na odwrót i to inne kraje wykorzystywały nasze materiały. W brytyjskim wydaniu przedrukowano na przykład naszą sesję z Gemmą Ward na Hawajach. Bardzo się z tego cieszyliśmy, takie sytuacje były jednak rzadkością.

Z jednej strony ekskluzywne przyjęcia u Vuittona, herbatki w prywatnej rezydencji Giorgio Armaniego, kolacje z Karlem Lagerfeldem, sesje z Nicole Kidman, Kylie Minogue, Cate Blanchett czy Naomi Campbell… A z drugiej balansowanie między wymaganiami wydawcy, kaprysami reklamodawców, ograniczeniami budżetu, pomysłami zespołu i oczekiwaniami czytelników. To dwa zupełnie odmienne aspekty pani pracy.

To było rzeczywiście akrobatyczne chodzenie po linie. Często miałam wrażenie, że pracuję w dyplomacji. Budżet, jakim dysponowałam, nieustannie się kurczył. I każdy, ale to absolutnie każdy, był moim krytykiem.

Kto tak naprawdę kreuje trendy w modzie?

Projektanci. Światowa czołówka stylistów i fotografów. Modelki i modele. To zespół naczyń, czy raczej osób połączonych. Jest pewna wąska i zamknięta grupa, która to wszystko kontroluje. Ostatnio trendsetterami stały się także agencje.

Pisze pani o modelkach, które, żeby utrzymać rozmiar zero, jedzą chusteczki higieniczne i lądują w szpitalu na kroplówkach, o nastolatkach, które zasypiają z płaczem, przytulając się do misia. To brzydka prawda o modzie. Czy ktoś może to zmienić?

Wszyscy, których wymieniłam wcześniej. Ale nikt nie kiwnie palcem. Nie występuje się przeciw preferowanemu kanonowi piękna.

Amélie Prichard, francuska projektantka obuwia uważa, że moda stała się biznesem, przestała być twórczą pasją. Żyjemy w natłoku informacji, wciąż pokazuje się nam i opisuje te same rzeczy, a marketing zbyt często wykorzystuje fałszywe wyobrażenia o luksusie do manipulowania konsumentem.

I ma rację. W ostatnich latach moda została tak urynkowiona, że teraz prawie każda młoda osoba chce pracować w tej branży, nosić markowe ubrania i pisać o modzie na swoim blogu. Ten biznes jest bezlitosny. Obecnie w jeszcze większym stopniu współtworzą go konsumenci, co akurat nie jest złą rzeczą, bo czyni modę bardziej demokratyczną.

Nieprzypadkowo wspomniałam słowa Amélie Prichard. Chciałam przywołać kontekst francuski gdyż kilka lat spędziła pani w Paryżu. Pani również zachwyciła się słynnym, acz trudnym do zdefiniowania, francuskim stylem i paryskim szykiem?

Oczywiście! Wywarli na mnie wrażenie zwłaszcza Francuzi i Francuzki starszego pokolenia. Prezentują się znacznie korzystniej i młodziej niż ich równolatkowie w Australii.

Clements_Vogue_m (2)Kim jest pani ikona stylu, najelegantsza kobieta na świecie?

To Ines de la Fressange. Zawsze wygląda elegancko, a zarazem bardzo zwyczajnie, zupełnie jakby nie przykładała do swojego wyglądu dużej wagi. Lou Lou de Falaise też była niesamowita. Giovanna Battaglia. Alexa Chung.

Pani kariera w „Vogue” przebiegała w typowo amerykańskim stylu – od zwykłej recepcjonistki po stanowisko redaktor naczelnej. A co teraz, po odejściu z redakcji?

Cały czas coś piszę. W kwietniu wydaję nową książkę. Nosi tytuł Impressive. How to Have a Stylish Career i jest lifestylowym poradnikiem kierowanym zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. Pociąga mnie beletrystyka i kto wie, być może pójdę w tę stronę. Na brak pomysłów absolutnie nie mogę narzekać. Teraz wreszcie mogę wczuć się w potrzeby odbiorcy, a nie zarządu. I bardzo mi się to podoba!

Książkę można kupić w księgarniach od 19.02, natomiast online dostępna jest TUTAJ. Zachęcamy do zakupu gdyż czeka tam na Was kilka niespodzianek od beGLOSSY 🙂

Leave a Reply

WordPress spam zablokowany CleanTalk.