Jak być fit i nie zwariować?

Jak być fit i nie zwariować?

W XXI wieku bycie fit to niemal obowiązek. Żyjemy w kulturze obrazkowej, propagującej określony kanon urody, bezustannie jesteśmy atakowani hasłami motywacyjnymi, reklamami sprzyjających ciału produktów. Jak być fit i nie zwariować, odpowie autorka książki o tym tytule – Magda Foeller.

Okładka książki/ebooka Jak być fit i nie zwariować?Justyna Gul: Zbliża się lato, coraz częściej zaczynamy się zatem zastanawiać, jak będziemy wyglądać w kostiumie kąpielowym czy krótkiej sukience. To bodziec do tego, żeby ruszyć się z kanapy i … no właśnie, co trener personalny powiedziałby osobie, która panikuje obserwując w lustrze odbicie swojej sylwetki?

Nie powie tego na pewno każdy trener, ale ja powiem: spokojnie, nie trenujesz do zawodów! Zacznijmy od tego, że kanony sylwetki, jakimi kierujemy się myśląc o plażowej formie mogą być nieco przekłamane, oparte o dobre ustawienie do zdjęcia, odpowiedni filtr i małą pomoc lightrooma. Apel o dystans do tego tego, co widzimy w social mediach będzie moim pierwszym krokiem. Bardzo ważne jest to, że atrakcyjna, estetyczna sylwetka jest wynikiem wielu czynników w naszym życiu – regularnego treningu, mądrego odżywiana i skutecznej regeneracji. Jeśli, stymulowane przez hasła nawołujące do zrobienia bikini body w 2 tygodnia, potraktujemy nasze prosylwetkowe działania epizodycznie, na dłuższą metę możemy sobie jedynie zaszkodzić.

J.G.: Jesteś autorką książki pt. „Jak być fit i nie zwariować”. Czy to w ogóle możliwe? Świadomość własnych niedoskonałości i głód to mieszanka piorunująca…

Bardzo dużo kobiet, zaczynając starania o zmianę sylwetki popełnia poważne błędy już na samym początku. Nie chodzi tylko o błędy merytoryczne i zły dobór planu działania do ich celów i oczekiwań, ale przede wszystkim o złe nastawienie do swojego ciała. Po pierwsze, skupiamy się tylko na niedoskonałościach, jednym tchem wyliczając co mamy do zmiany, poprawy, co chcemy w sobie udoskonalać. Zupełnie zapominamy o tych pozytywnych stronach naszego wyglądu, nawet ich nie szukając. A to nasz spory kapitał początkowy i gwarancja dobrego samopoczucia. Pomyśl, że przecież patrzysz na wiele kobiet i u każdej coś Ci się podoba. U jednej nogi i włosy, u innej usta i biodra. Zrozum, że każda kobieta patrzy z taką nutką zazdrości również na Ciebie. Każda z nas też ma mniejsze lub większe kompleksy. Każda kobieta tam ma!

Dlatego odwracamy teraz ten model. Znajdź i wypisz 3 rzeczy, które Ci się w sobie podobają i powtarzaj sobie co rano. Drugim kardynalnym błędem jest drastyczne cięcie kalorii i podkręcanie treningów, aby szybko, wraz z romantycznym przedplażowym zrywem, w krótkim czasie zrzucić jak najwięcej. Tymczasem, takie działanie tylko wkurza organizm, wzmaga produkcję hormonów stresu – adrenaliny, noradrenaliny i kortyzolu, które nie tylko nie dadzą nam zgubić tkanki tłuszczowej, ale wręcz będą stymulować jej dodatkowe gromadzenie się w newralgicznych miejscach. Nie wspominam już nawet o rozstroju zdrowia. Wygląda na to, że wówczas nie tylko podejmujemy syzyfowe prace, ale chyba jeszcze Syzyfowi dokładamy kamieni.

J.G.: Czy twoja książka adresowana jest tylko do kobiet? Czy tylko my mamy problem z akceptacją swojej sylwetki?

Przez 6 lat mojej pracy, pomagałam w większości kobietom, dlatego to właśnie do nich kieruję swoje posty w social mediach, wystąpienia i teraz książkę. Jest mi o wiele łatwiej mówić do kobiet i przez własny pryzmat zrozumieć pewne mechanizmy naszej psychiki. Absolutnie, taki problem może dotyczyć również mężczyzn, ale chyba na nich nie wpływa to aż tak bardzo destrukcyjnie.

J.G.: Propaganda mediów społecznościowych robi nam krzywdę czy motywuje do bycia fit?

To zależy od konkretnego przypadku. Niejednokrotnie spotkałam się ze ślepym podążaniem za instagramowymi wzorcami ciała i wybuchami frustracji, kiedy okazywały się niemożliwe do osiągnięcia. Dlatego we własnych działaniach w social mediach pokazuję różnice między ciałem po prostu wysportowanym, a takim wyidealizowanym i nieprawdziwym. Pokazuję, co można zrobić, a w czym musi już pomóc światło, filtr i kąt zdjęcia. Jak można wyglądać stojąc w kolejce w sklepie, a jak tylko i wyłącznie na Instagramie. Oczywiście, motywacyjne zdjęcia w internecie działają również inspirująco i zdrowo na inne kobiety. Wszystko zależy od indywidualnych doświadczeń, podejścia do siebie i własnego ciała.

J.G.: Po co właściwie światu personalni trenerzy? Czy ćwicząc samodzielnie w domu nie jesteśmy w stanie osiągnąć efektów podobnych do tych uzyskanych z czyjąś pomocą?

To trochę tak, jakby nauczyć się samemu jeździć samochodem, a przy pomocy instruktora jazdy. Można jak najbardziej działać samodzielnie, intuicyjnie, posługiwać się łatwo dostępną wiedzą, ale zajmie to więcej czasu i musisz popełnić trochę błędów, aby wejść na odpowiedni tor. Dobry trener nie tylko odpowiednio kieruje Cię w drodze do Twoich celów treningowych, czuwa też nad techniką ćwiczeń tak ważną w kontekście efektywności i bezpieczeństwa, ale przede wszystkim jest ogromną motywacją zewnętrzną, która działa wtedy, kiedy Ci się najzwyczajniej nie chce lub są rzeczy ważniejsze.

J.G.: NA ŁAMACH KSIĄŻKI PISZESZ, ŻE SYLWETKA WYMAGA POŚWIĘCENIA. CZYLI BEZ MORDERCZYCH TRENINGÓW MOŻEMY ZAPOMNIEĆ O „SZEŚCIOPAKU” NA BRZUCHU CZY JĘDRNYCH POŚLADKACH?

Wygląd naszej sylwetki i tempo jej zmiany zależy również od naszego somatotypu, czyli specyficznej budowy oraz genetyki. Są osoby, które ćwiczą 5-6 razy w tygodniu i nigdy nie zobaczą kraty na brzuchu, a są takie, które raz machną hantlą i mają. Trzeba sobie na pewno zdawać sprawę z tego, że taka naprawdę sportowa sylwetka to praca na pełen etat – podporządkowanie treningom, porom i składom posiłków. Jeśli jesteś na to gotowa, to zrób to. Jeśli natomiast chcesz po prostu lepiej się czuć, ujędrnić sylwetkę, aby klepnięte udo nie wpadało w rezonans, to możesz zrobić rozsądnie.

J.G.: Muszę zatem zapytać, ile godzin tygodniowo ćwiczysz?

Ja robię krótkie, intensywne treningi, które mają za zadanie mnie zmęczyć, dać satysfakcję, ale też nie pożerać czasu, który mam w dużym niedoborze. Takie też proponuję moim klientom stacjonarnie i online. Gdyby zebrać je do kupy, wyjdzie pewnie ze 3-4 godziny w tygodniu.

J.G.: Co w sytuacji, kiedy danego dnia nie chce nam się nawet podnieść ręki, a co dopiero ćwiczyć. Jak sobie radzić ze spadkiem motywacji?

Na pewno przypomnij sobie swoje „dlaczego” – po co to robisz, po co Ci lepsza sylwetka, lepsza kondycja, do czego dążysz lub przed czym uciekasz. Na pewno też dużą rolę odegra tu trener lub inny motywator zewnętrzny w postaci np. koleżanki, grupy. Czasami jednak zdarzy się i tak dzień, że musisz po prostu odpuścić, bo Twój organizm daje Ci znać, że potrzebuje regeneracji.

J.G.: A w jaki sposób Ty się motywujesz?

Ja przypominam sobie po co to robię. Dążę do wysokiej życiowej energii oraz uciekam przed bólem kręgosłupa. Te dwie sprawy powodują u mnie większą efektywność w życiu zawodowym, na którym bardzo mi zależy. Więc warto ruszyć tyłek J Oczywiście słucham swojego organizmu i do Ciebie również o to apeluję. Jeśli czuję, że moje ciało puka się w głowę i krzyczy o rozsądek, odpuszczam, niczego nie żałując, na rzecz krótkiego stretchingu, czy relaksującej kąpieli.

J.G.: Regularne ćwiczenia potrafią zmienić nie tylko ciało, ale i duszę. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem? Czy na przestrzeni lat zauważasz te zmiany u siebie?

Absolutnie tak. Podnosisz taką fizjologiczną energię, wyrzucasz stres, więc automatycznie żyje Ci się lepiej i lżej. Z drugiej strony, systematyczne poświęcanie chwili dla siebie, w dzisiejszej gonitwie działa naprawdę dobrze na głowę. Realizacja kolejnych celów pozwala Ci sądzić, że na innych płaszczyznach życia też je osiągniesz.

J.G.: Czy istnieje uniwersalna dieta, dzięki której można szybko i skutecznie pozbyć się nadmiaru kilogramów? Czy sposób twojego dziadka „mniej jeść i więcej ćwiczyć” wystarczy?

Jeśli jesteś zdrowym człowiekiem, to działa. O ile stosujesz receptę dziadka Tadzia regularnie i systematycznie. Nieefektywne są zrywy, epizody, skakanie między dietami i planami treningowymi. Moje doświadczenie pokazuje, że najlepsze rezultaty osiągnęły te moje klientki, które zastosowały małe zmiany nawyków żywieniowych, przy regularnym i efektywnym treningu i zdrowym podejściu do zmiany. Kiedy natomiast dotyczą Cię problemy hormonalne, metaboliczne i inne, temat jest bardziej złożony i zakrawa o dobór odpowiednich składników w diecie, suplementację i np. redukcję stresu. Każda z nas jest inna.

J.G.: Dlaczego diety-cud nie działają?

Jak już mówiłam, powodują stres i działają przeciwnie do naszych sylwetkowych zamierzeń. Z drugiej strony polegają często na drastycznym ucięciu nawyku – np. jedzenia słodyczy. Dotychczas nasz mózg był zaspokajany w sytuacji stresu słodkim smakiem i nagrodą w postaci uczucia błogości i relaksu po zjedzeniu. Ucinając nawyk, zabierasz mózgowi nagrodę, nie dając niczego w zamian, a on tego potrzebuje i poszukuje. Stąd, po zakończeniu epizodu diety cud, wracasz do złych starych nawyków, co skutkuje efektem jojo. Lepiej podejść do zmiany nawyków rozsądnie, na dłuższą metę. Poszukać innych sposobów generowania nagród dla głowy i wytwarzania hormonów szczęścia – jak trening, wygadanie się przyjaciółce, gorąca kąpiel.

J.G.: W książce piszesz, że „nie ma kalorii, których nie można spalić”. Zatem czekolada czy lody nie są na liście produktów zakazanych?

W mojej filozofii nie ma miejsca na listę produktów zakazanych, o ile nie jest trucizna J Wychodzę z założenia, że każda rzecz wyprodukowana przez człowieka dla człowieka, jest dla ludzi. Ważny jest natomiast umiar, bo nadmiar nawet zdrowych pokarmów będzie nam szkodził. Jeśli chodzi o słodycze, to w moim cyklu #szugardetox, przestrzegam przed bezsensownym pożeraniem łakoci, by zabić głód, czy zajeść emocje. Bo tu niepotrzebne są te puste kalorie, można znaleźć satysfakcję w innych metodach. Natomiast, jeśli lubisz te mniej zdrowe lody, czekoladę mleczną, wino, chipsy, stanowią one element ważnego dla Ciebie rytuału, to zachowując umiar i proporcje ze zdrowym odżywianiem ( Oczywiście na jego korzyść ), to mogę Ci powiedzieć jedynie: smaczego! Niczego nie żałuj! Nie ma kalorii, których nie można spalić.

J.G.: A zatem bycie fit nie jest tylko dla „cyborgów”?

Rozumiem bycie fit jako wspaniałe samopoczucie, sprawność, zdrowie, energię, za które nasze ciało dziękuje nam estetycznym wyglądem, jędrną skórą, stosunkowo niskim poziomem tkanki tłuszczowej. Jeśli Ty też tak je postrzegasz, to jest dla Ciebie na wyciągnięcie ręki. Jeśli natomiast bycie fit to tylko ciało superbohatera, ratownika ze słonecznego patrolu, czy pani z instagrama, to zmień myślenie. Amen.

Leave a Reply